Skocz do zawartości
  • wpisy
    2
  • komentarzy
    5
  • wyświetleń
    201

O blogu

Na wstępię chciałbym ostrzec, że wszelkie kwestie techniczne będę traktował możliwie obiektywnie, ale cała reszta to będą moje całkowicie subiektywne odczucia i opinie. Niestety bycie obiektywnym w kwestii czegoś co nie ma nawej konkretnej definicji jest niemożliwe. 

 

Science-Fiction to niesamowicie obszerny i różnorodny gatunek. I to pod wieloma względami. Loklizacje, charakter, czas akcji, poruszane problemy, wierność rzeczywistości lub naszym jej wyobrażeniom.

Jest wiele utworów powszechnie zaliczanych do sci-fi, a które wg mnie do niego nie pasują jak i takie, które mało kto nazwał sci-fi, a jednak pasują do mojej definicji tego gatunku.

 

Wpisy będą poświęcone jednej/dwóm kwestiom każdy. Zazwyczaj będą to kwestie ze sobą powiązane w oczywisty sposób, ale nie mogę obiecać, że będzie tak zawsze. Nowe treści będą się pojawiać kiedy będę miał na nie pomysł i je zrobię co oznacza, że nie będzie to regularny blog. Mam zaplanowane kilka pierwszych tematów, ale jeśli komuś się spodoba to co piszę to może zaproponować kolejny temat - w zależności od tego na co padnie może pojawić się już w następnym wpisie.

 

To tyle jeśli chodzi o kwestie ogólne. Pierwszym tematem będą kosmiczne odległości i metody ich pokonywania.

Wpisy na tym blogu

 

Obcość obcych

„Istnieją tylko dwie możliwości: albo jesteśmy sami we Wszechświecie, albo nie. Obie są równie przerażające.” – Arthur C. Clark   Czy istnieje życie pozaziemskie?
Prawdopodobnie, przemawia za tym statystyka.
Czy istnieje inteligentne życie?
Całkiem możliwe.
Czy istnieje w naszej galaktyce?
Może, ale nie musi.
Czy istnieje teraz?
Niekoniecznie. Obecność obcych w sci-fi jest równie sensowna jak ich zupełny brak.
Prawdopodobieństwo przemawia za ich istnieniem, ale rozmiar i wiek wszechświata sprawia, że równie dobrze mogliby nie istnieć.
Nawet po uzyskaniu napędu nadświetlnego kosmos byłby ogromny, a przede wszystkim stary.
Istnieją obcy, ale na drugim końcu nieskończonego wszechświata.
Istnieją obcy, nawet dość niedaleko, ale pojawili się miliardy lat przed lub po nas i nie mieliśmy szansy na kontakt.
Oczywiście nic nie wzbrania ich istnieniu niedaleko i w obecnych czasach, ale to wcale nie jest najbardziej prawdopodobna możliwość. Może i najciekawsza, ale nie najprawdopodobniejsza.                    Zatem jeśli są to jacy są?
Podobni do nas? Wątpliwe, ale nie niemożliwe.
Najczęściej obcy w sci-fi są humanoidami, z którymi możemy się lepiej lub gorzej, ale dogadać. Mało prawdopodobna opcja, ale wygodna dla tworzenia historii.
Są wystarczająco obcy by ludzie mogli się od nich wyraźnie odciąć, ale na tyle podobni by jakiekolwiek relacje z nimi były możliwe. Jednak obcy mogą wyglądać bardzo różnorodnie. Wielu z nich pewnie nawet by nie kwalifikowało się jako istoty żywe wobec obecnych standardów. Kilka ciekawszych przykładów z jakimi się spotkałem lub sam pomyślałem (pewnie podświadomie kierując się czymś o czym zapomniałem): ·         Świadoma planeta-superkomputer – „Warstwy Wszechświata” ·         Inteligentne jednokomórkowce, potrafiące łączyć się w kolonie i wykorzystujące materiał genetyczny do przechowywania informacji (nie tylko tych odnośnie funkcjonowania) – „Odwet Oceanu” ·         Obcy z super-zimnych obszarów kosmosu, których budowa opiera się na kondensacie Bosego-Einsteina (w największym uproszczeniu jest to zamrożony gaz) – „Najemnicy” ·         Żywe kryształy – „Grillbar Galaktika” ·         Inteligentny ocean biomasy – „Solaris” ·         Istoty, które są samoświadome jako kolonia, ale samodzielnie są prymitywnymi organizmami – „Wyjście z cienia” ·         Bardzo inteligentne, ale nie samoświadome istoty – „Ślepowidzenie” (Polecam) ·         Byty czysto energetyczne lub informacyjne ·         Istoty z antymaterii ·         Istoty, które wzięliśmy za obcych, a byli tylko organami wielkiego obcego. Można by tak długo wymieniać. Pojawia się też jeszcze jedna kwestia.
Przyjmijmy, że obcy wyewoluowali na planecie o wielkiej masie, potężnych fluktuacjach grawitacyjnych i magnetycznych oraz, że potrzebują tych fluktuacji do funkcjonowania.
Mogą być najbardziej zaawansowaną i pokojową rasą we wszechświecie, ale mimo swego zaawansowania z powodu braku materiałów lub czegoś innego nie są w stanie opuścić swojej planety, a jej warunki są zabójcze dla większości innych obcych.
Scenariusz równie prawdopodobny jak to, że natkniemy się na obcych, których zrozumiemy.             Wracając właśnie nie do samej formy, ale rozumowania obcych.
Najprawdopodobniej obcy okazaliby się zbyt, wybaczcie truizm, obcy.
Zacznę od łagodniejszego przypadku. W „Warstwach Wszechświata” jeden obcy na chęć pomocy emocjonalnej reaguje dość drażliwie i pyta się człowieka czy jest w stanie zrozumieć tok myślenia starożytnego samuraja z rodzinnej planety ludzkości. Na odpowiedź przeczącą, której się zresztą spodziewał odpowiada, że on i tak jest nieskończenie bliższy niż tok rozumowania jakiegokolwiek obcego.
Bardziej radyklanym przypadkiem jest seria „Głębia” gdzie pojawia się „Paradoks Percepcji”. Obcy są tak obcy, że ludzkość nie jest w stanie ich zrozumieć w najmniejszym stopniu.
Po znalezieniu jednej pozornie dającej się zrozumieć rasy okazuje się, że oni nie reagowali na nas, ale na mikroby w naszych organizmach.   Osobiście sądzę, że nawet jeśli po spotkaniu obcych rozpoznamy, że to obcy – równie dobrze możemy nawet na nich nie zwrócić uwagi jeśli będą wystarczająco obcy – to skończy się na całkowitym braku sensownego kontaktu.   Jest jeszcze kwestia rozwoju technologicznego. Ludzie są kiepscy w przewidywaniu rozwoju własnej technologii, a co dopiero technologii zupełnie odmiennej.
Popularnym rozwiązaniem tego problemu jest skala Kardasheva bazująca na ilości wykorzystywanej energii.
Jej niewątpliwym plusem jest to, że nie odwołuje się do ludzkiej wyobraźni przez co wydaje się dość obiektywna.
Jednak nie jest doskonała. Spotkałem się z propozycją hipotetycznego gatunku prostych fotosyntetyzujących jednokomórkowców, które żyją na asteroidach tworzących coś w rodzaju sfery Dysona co sprawia, że technicznie należałyby do cywilizacji Typu II mimo, że nie spełnia kryteriów podawanych przy cywilizacji typu 0. Ludzie nie osiągnęli zaś jeszcze poziomu I.
Kto jest waszym zdaniem lepiej rozwiniętym technologicznie gatunkiem?
Ja osobiście pomyślałem też o jeszcze jednej możliwości – aby wywołać lawinę można wstrząsnąć górą lub pchnąć odpowiedni kamyk.
Ludzie są dość mało efektywni ze znaczną częścią wykorzystywanych technologii; dlaczego nie mogłaby istnieć o wiele bardziej zaawansowana cywilizacja, która nie tyle co potrafi korzystać z o wiele większych ilości energii, ale podobnych lecz z o wiele większą wydajnością?
Pierwsze silniki parowe miały mniej niż 10% wydajności. Większość z okresu ich dominacji miała między 10 a 20%. Obecnie zaś można osiągnąć wyniki między 40 a 50%. Przy wykorzystaniu takiej samej energii można zrobić więcej.   Dochodzimy więc do czegoś na co pewnie wszyscy czekali. Wojny z obcymi. Pewnie was rozczaruję, bo podsumuję to w kilku zdaniach. Jeśli cywilizacja nie mająca możliwości podróży międzygwiezdnych wejdzie w konflikt z cywilizacją mającą dostęp do technologii umożliwiającej takie podróże to przegra z kretesem. Mogłaby być nawet o wiele lepsza pod względem rozwoju myśli militarnej, ale różnice technologiczne będą zbyt duże. Wytrzymałość materiałów, ilość i efektywność wykorzystania energii etc. Laser górniczy dużej mocy może posłużyć równie dobrze do pocięcia statku co asteroidy.
W wypadku konfliktu dwóch mających dostęp do technologii umożliwiających podróże międzygwiezdne pojawia się mnóstwo zmiennych. Wielkość zaplecza gospodarczego, poziom rozwoju strategii i taktyk wojskowych, różnice technologiczne, gotowość poniesienia strat. Wygra ten kto ma wystarczającą przewagę w wypadkowej tych zmiennych lub w pewnych wypadkach miał szczęście i zrobił coś co spowoduje, że przeciwnik nie będzie chciał lub nie będzie mógł kontynuować walk. Mogą to być rzeczy, które są dla nas zrozumiałe jak zajęcie świętej planety lub zupełnie dziwne, których nawet byśmy nie zauważyli i nie mogli dojść dlaczego nagle mimo przewagi przeciwnik przestał walczyć.     Ładne, ale tak to nie będzie wyglądać na pewno. Za mała efektywność.   Dlatego nie narzekajcie na zbyt ludzkich obcych w sci-fi. Gdybyście dostali „rasowych” obcych nie wiedzielibyście jak się do nich zabrać.
Ja osobiście lubię jak jest przynajmniej jedna niehumanoidalna rasa wśród obcych, ale to moja preferencja spowodowana tym, że czasem mam dość zbyt ludzkich (przynajmniej z wyglądu) obcych. Ma się niemal nieograniczoną swobodę, a wybiera się pomalowanie ludzi na zielono – tanie, proste i niesamowicie nudne.

Amb3r

Amb3r

 

Kosmiczne odległości i metody ich pokonywania

Uwaga! Poniższy tekst jest napisany przez fana hard sci-fi, który specjalizuje się w kwestiach bio-chemicznych, a nie fizycznych.   Science fiction nie musi się dziać w kosmosie, ale nie ma co ukrywać, że znaczna część ma podróże kosmiczne na mniejszą lub większą skalę. Zaś w wypadku podróży kosmicznych pojawia się jeden zasadniczy problem – kosmos jest niewyobrażalnie wielki.
Największa znana współczesnej fizyce prędkość to prędkość światła, a już nawet na naszym podwórku jakim jest układ słoneczny pokazuje, że na skale kosmosu jest mała.
Odległość Słońca do Ziemi to trochę ponad 8 minut, ale już do Neptuna to ponad 4 godziny. Odległości w skali galaktyki to lata świetlne, a znacznie częściej dziesiątki lub setki tysięcy lat świetlnych.
Tylko galaktyki. Jednej z niezliczonej ilości w kosmosie. Podróże z prędkościami zbliżonymi do światła, mimo, że dość wolne stwarzają dodatkowe problemy: dylatacja czasu, ogromny pęd, który trzeba wytracić lub zyskać, „rozbicie się o próżnię”.
Jak można rozbić się o próżnię?
Bardzo prosto. Nie istnieje próżnia idealna. Pomijając już większe obiekty jak kawałki skał to same cząsteczki wodoru zaczynają być problematyczne.
Przy takich prędkościach próżnia zaczyna niebezpiecznie przypominać litą ścianę.
Zasada jest taka sama jak w innych środowiskach – wodzie czy powietrzu. Powietrze przy prędkościach paru kilometrów na godzinę jest nieodczuwalne, ale wystawienie głowy przy 300km/h do dobrych pomysłów nie należy. Tu właśnie wkracza do akcji element fikcji, który czyni wszelakie twory sci-fi ciekawszymi.
Metody podróży z prędkościami nadświetlnymi są bardzo różne. Niektóre mniej, inne bardziej prawdopodobne do wykonania w nieokreślonej przyszłości.   Napęd Warp, znany fanom Star Treka, oraz różne jego odmiany, które działają na zasadzie zbliżonej do hipotetycznie możliwego Napędu Alcubierre’a.
Sztuczka w uproszczeniu polega na tym, że sam statek nie będzie poruszać się z prędkością większą od prędkości światła, ale będzie zakrzywiać czasoprzestrzeń kurcząc ją przed sobą, a rozciągając za sobą.
Wariacją jest zamknięcie statku w bąblu przestrzennym i poruszanie się bąbla, bo przestrzeń teoretycznie może się poruszać z prędkościami nadświetlnymi.
Dlaczego więc tego nie robimy?
Cóż nie potrafimy wytworzyć ujemnej energii ani nawet nie wiemy czy materia egzotyczna, która mogłaby mieć ujemną masę w ogóle istnieje.
Są to zawsze napędy bardzo zaawansowane technologicznie i zazwyczaj wymagające ogromnych energii niemożliwych do nawet teoretycznego osiągnięcia przy naszym poziomie rozwoju.   Drugim najpopularniejszym sposobem jest korzystanie z różnych tuneli czasoprzestrzennych.
Tunel czasoprzestrzenny, początkowo też nazywany mostem Einsteina-Rosena jest też teoretycznie możliwy.
Największymi wadami klasycznego modelu jest to, że nawet jeśli może istnieć jest niesamowicie niestabilny, o mikroskopijnej średnicy i jednokierunkowy.
Jednak jak to w nauce teoretycznej zmiany są często niespodziewane i gwałtowne, więc może istnieją przemierzalne wormhole?
Ta metoda podróży jest dość często odkrywana przez przypadek w czasie podróży podświetlnych lub w wyniku wykrycia jakiejś anomalii.
Oznacza to, że nawet stosunkowo prymitywne technologicznie gatunki mogą z nich korzystać.   Nasz wszechświat nie pozwala na podróże z prędkościami większymi niż światło, ale czy każdy?
Sama idea multiwersum, wszechświatów równoległych i innych wymiarów jest głęboko zakorzeniona w mechanice kwantowej i teorii strun.
Bardzo chciałbym to jakoś przystępnie wytłumaczyć, ale mogę jedynie spróbować używając analogii i uproszczeń.
W bardziej klasycznych modelach nasz wszechświat posiada cztery wymiary: trzy przestrzenne i czas. Jednak w teorii strun ma ich dziesięć (lub 26), tylko te nadmiarowe są skompresowane i w zasadzie pomijalne (przynajmniej przy naszym poziomie technicznym).
Z teorii strun przechodzimy do teorii superstrun (ma to być jedna z możliwych teorii wszystkiego, co ma sprawić, że wynik każdego dośw. fizycznego będzie możliwy do przewidzenia; aktualnie najbliższe temu są próby połączenia mechaniki kwantowej i teorii względności).
Trochę ucinając tłumaczenia, które może zrozumieć doskonały fizyk – duża liczba wymiarów zmienia fizykę. Umożliwia to istnienie alternatywnych wszechświatów o prawach naszego, ale które inaczej się potoczyły jak i i do, a to nas tu interesuje, takich co mają inne prawa fizyki. Także takie co umożliwiają podróże z prędkościami nadświetlnymi.
Wystarczy wtedy tylko przeskoczyć do innego wymiaru/wszechświata przelecieć ile się chciało i wrócić.
Nie mam pewności, ale takie podróże wymagałyby większego poziomu zaawansowania technologicznego niż zaginanie czasoprzestrzeni w napędzie Warp.
Kilkukrotnie też spotkałem się z uniwersami gdzie podróże nadprzestrzenne są zabójcze i trzeba wprowadzić się w coś głębszego od hibernacji (w zasadzie śmierć kliniczna) by przeżyć podróż przez nie. Inne prawa fizyki mogą być pożądane, ale i zabójcze.   Teleportacja. Gwiezdne wrota i pokrewne. Podróż, która umożliwia niemal natychmiastowe przemieszczanie się pod warunkiem, że jest to podróż do miejsca z odpowiednią bramą lub urządzeniem odbierająco-nadającym.
Największą wadą tej metody podróży jest, że trzeba podświetlnie dotrzeć do miejsca docelowego by następni mogli dostać się tu szybciej.
Teleportacja jest możliwa.
Jednak póki co, a może i w ogóle jest to teleportacja kwantowa, która nawet złotej rybki nie przeniesie nie wspominając o kilkusettonowym statku kosmicznym. Drugim problemem jest fakt, że nie umożliwia przekazu informacji, a co za tym idzie samej teleportacji z prędkościami nadświetlnymi.
Ta metoda podróżowania stwarza też filozoficzne problemy – teleportacja zabija. Zabija niszcząc całkowicie obiekt lub istotę w punkcie A i odtwarzając w punkcie B. Niby w obu punktach jest taka sama, ale czy jest tą samą istotą?   To są wszystkie mające jakieś podstawy naukowe napędy nadświetlne jakie znam. Jak widać większość z nich bazuje na hipotezach, które wymagają specyficznej budowy wszechświata lub egzotycznych materii i energii – większość z tego ma powiązania z fizyką kwantową, która jest dziwna i niezrozumiała dla przeciętnego człowieka.
Tak, dziwna, a przynajmniej nieintuicyjna. Stany, które nie istnieją dopóki nie zaistnieją, ale potem jak zaistnieją to istnieją od czasu przed ich zaistnieniem; dualności wszelakie, nioznaczoność etc.
Nasze poznanie wszechświata nie wyklucza, ale też nie potwierdza istnienia przynajmniej części z nich. Kiedyś antymateria byłaby nie do pomyślenia – materia, która w kontakcie z materią prowadzi do całkowitej anihilacji i wyzwolenia ogromnych ilości energii? Absurd.   Jednym z obecnie znanych nam problemów szybkich podróży w kosmosie jest bezwładność oraz fakt, że ludzie są w stanie przeżyć tylko ograniczone przyspieszenia. Podróż z prędkością 0,9c byłaby spokojna, ale przyspieszenie do takiej prędkości w godzinę zrobiłoby z ludzi czerwonawy mus. Drugim jest poruszony na początku fakt, że próżnia nie jest taka pusta.

Amb3r

Amb3r

×

Powiadomienie o plikach cookie

Umieściliśmy na twoim urządzeniu pliki cookies by ulepszyć korzystanie z naszego serwisu. Możesz dopasować swoje ustawienia obsługi cookies, a jeśli tego nie uczynisz zakładamy, że nie stanowi to dla ciebie problemu. Polityka prywatności